Blog > Komentarze do wpisu

Doping. Ale inaczej.

Język jakiego używamy w dzisiejszym świecie coraz bardziej staje się jednobarwny. Komplikowanie ulega uproszczeniu, jednakowość zwycięża różnorodność, a monolog wygrywa z dialogiem. Obserwujemy tę tendencję od dawna, aż przestała nas już zadziwiać. Złożoność i heterogeniczność opisu stają się zbędne, czy wręcz niepożądane. Budujemy sobie ten świat na wygodnej prostocie, która w jasny sposób nas do siebie przyciąga i coraz bardziej się do niej dopasowujemy. Sami stajemy się na jej kształt i na jej jakość. W jej ramach określamy świat i na jej miarę wygłaszamy osądy.

To uderzające zwłaszcza dziś, gdy nawyki płytkich ocen zaskakująco łatwo zamieniają się w zjadliwe potępienia. Komentujemy tym chętniej, im sprawa jest oczywistsza i tym głośniej się oburzamy, im temat jest nośniejszy. W czasach globalizacji i mediów społecznościowych, to zjawisko ma też swoje poważne konsekwencje. Wchodząc w powierzchowne oceny, którym nadajemy ton, jakbyśmy byli ekspertami, stwarzamy burzę z której ciskamy gromy. A wtedy też krzywdzimy. Mówi się o tym coraz częściej, ale też na niewiele się to zdaje.

W ten sposób stwarzamy też świat monochromatyczny, z manichejskim podziałem, gdzie dobro jest sprawiedliwością i ma proste prerogatywy, a zło zostaje na wieki potępione. I nie ma w tym refleksji, tylko prosty morał, który nierzadko staramy się podrasować, aby jaśniej wyostrzyć kontury.

A to wszystko nieprawda, bo nic nie jest takie oczywiste, jak przywykliśmy temu przypisywać. Naszą winą jest to, że czyn wyabstrahowujemy z jakichkolwiek motywów. Ktoś coś zrobił i na tym sprawa się zamyka. A jeśli nie jest zgodna z powszechną etyką, to winę można napiętnować dowolnymi słowami. I wtedy się zaczyna. A przecież wszyscy wiemy, że rzeczywistość jest bardziej skomplikowana i każda decyzja ma swoje złożone warstwy. Swoje powody, ale też swoją presję.

Przypominam więc sprawę dopingu, którą tak głośno komentowaliśmy podczas igrzysk, gdy medalowa szansa ciężarowca zakończyła się dopingowym skandalem. Wtedy otwieraliśmy puszkę Pandory, żywego człowieka traktując jak śmietniczkę. Ale  przywołuję doping dlatego właśnie, że trudno o oczywistszą sprawę, tu wszystko jest jasne: jest sportowa rywalizacja i jest złamanie reguł. Oszustwo nie tylko znieważa, ale też deprecjonuje zawody i znosi ich sens. Patrzymy na to z potępieniem, ponieważ trudno o bardziej bezsporną winę. A jednak te oceny, poprzez swoją powierzchowność, wyrządzają większą krzywdę niż mają do tego moralne prawo. Bo sprawa dopingu jest również złożona, nie jest prostą decyzją zgnuśniałego dzieciaka, któremu marzy się prestiż, tylko zespołem sprzecznych decyzji, wewnętrznych sporów, codziennej presji.

Zacznijmy więc od tego, że dziś sport nie opiera się już tylko na talencie. Może nawet talent zaczyna odgrywać mniejszą rolę niż moglibyśmy przypuszczać. Oczywiście, musi być jego niezbywalny poziom, ale przy zdobyciu szczytu sam talent to zdecydowanie za mało. Być może ważniejszy od niego jest charakter, gdzie chęć zwycięstwa podsyca niezdrowa determinacja. Sportowcy, których oglądamy w telewizji i o których czytamy w gazecie, to nie są ludzie z podwórka, którzy mieli dość szczęścia aby w życiu zabłysnąć. Bynajmniej, poprzez porządek wyrzeczeń i treningowy reżim doszli do miejsca w którym się znaleźli. A to wszystko dzięki mentalnemu podejściu, wierze w sukces, determinacji, gdzie podjęty wysiłek ma się zakończyć zwycięstwem rozumianym szeroko, także w znaczeniu triumfu, splendoru, uznania, a nawet sensu i znaczenia.

Ten charakter ma swoją specyfikę i wraz z awersem, swój rewers: porażki bolą potrójnie. Ciśnienie jest wyraźne i ktoś, kto znajdzie się w trudnej sytuacji jest poddany nienaturalnej presji. Wiadomo, przegrana, nawet wiele przegranych, kształtuje charakter, selekcjonując sportowców, którzy się nie zniechęcają, tylko hartują swoją nieprzeciętną stanowczość. Ale człowiek jest tylko człowiekiem i nie zapominajmy, że każdy ma jakieś granice, a ilość porażek zawsze jest wyczerpywalna. Ktoś będzie umiał powiedzieć sobie dość, ale siłą rzeczy również musi znaleźć się wielu, którzy nie będą tego potrafili i którzy wyczuwając słabość swojego organizmu, sięgną po to, po co sięgać nie wolno. To mentalne podejście przy takim charakterze jest jednym z elementów, który wpływa na doping.

Do tego jest jeszcze poczucie, że doping jest powszechny. Przed igrzyskami trwała poważna debata, czy dopuścić do nich niektórych rosyjskich sportowców czy też wszystkich odsunąć, skoro w Rosji doping został zinstytucjonalizowany. Ta debata była głośna, ale od lat szepcze się przecież na korytarzach, że doping zawodowych sportowców, niezależnie od kraju i dyscypliny, jest nagminny. A wraz z takim przekonaniem musi w zawodniku dojrzewać niewłaściwa decyzja, chęć wyrównania szans, dążenie – jakkolwiek kuriozalnie to zabrzmi – do sprawiedliwszej rywalizacji. Te dopingowe szepty na korytarzach być może nigdy nie były prawdziwe, ale one same tworzą już pewną rzeczywistość, do której łatwo jest się odnieść, gdy się nie zwycięża i którą samemu można sobie przedstawić jako usprawiedliwienie, gdy sięga się po rzeczy zakazane. Bo ten psychologiczny aspekt jest kolejnym elementem ciągnącym w stronę dopingu.

A do tego dochodzi jeszcze środowisko w którym się żyje, cały ten ekosystem w środku, który pracuje na sukces, na wyniki, który wkłada swoją własną pracę w karierę danego sportowca lub rozwój grupy zawodników. I w tym klimacie przebywa się cały czas, oddycha rytmem jego pulsu, patrzy przez jego perspektywy. W ten sposób tworzy się swoją własną subkulturę, która określa sens, nadaje znaczenie i bieg spraw życiowych. Porzucić to nagle, albo nie sprostać oczekiwaniom, należy do trudnych momentów. Słabsze wyniki powodują upadek wcześniejszego znaczenia, utratę pozycji w grupie, która jest całym światem, ale też utratę zaangażowania i determinacji innych - szeroko pojętego sztabu, który próbuje funkcjonować jak dawniej, lecz w wyczuwalny sposób już tak nie funkcjonuje. Wreszcie wejście na szczyt, z którego się spada i fizycznie odczuwa zmianę nastawienia, gdzie energiczne poklepywanie zastępują banalne formułki, też są tym momentem, gdy wszystko w środku woła o nagięcie reguł, by odzyskać stracone.

A przy tym wszystkim jest jeszcze rodzina, dalsi znajomi, najbliższa osoba. I teraz mówimy sobie błaho, że z tymi trudnościami i tą presją należy się zmierzyć. I wygrać, jak się wygrywa w sporcie. Tylko że nic nie jest takie proste, jak deklaratywne postulaty wygodnie siedzących w fotelu. Pamiętajmy, że decyzja o uprawianiu sportu wyczynowego to wybór życiowy. I że choć niektórym się udaje, bo ostatecznie na ustawionym podium zawsze ktoś w końcu stanie, to jednak sporej większości zawodników i zawodniczek ta próba się nie powiedzie, pomimo codziennego wysiłku i życia podporządkowanego celowi.  Ci którzy decydują się wejść w sport muszą się z tym liczyć, ale też wyrzeczenia nie zawsze są łatwe. Przychodzą chwile zwykłego, egzystencjalnego zwątpienia, gdzie wszystko traci swój urok, gdy czują się źle, gdy drzwi się zamykają a światło przygasa. Są różne sytuacje, tak jak są potem rozmowy z bliższymi i dalszymi, którym musi się tłumaczyć, że się nie sprostało. A przecież nie każdy to umie i przybiera pokusa krętego uniesienia nadmiernych ambicji.

Oczywiście, nie chcę bronić tym tekstem dopingu i nie jest on jego apologią, bo sam postrzegam go jako nieuczciwość. Wszyscy wiemy, że doping to wspomagacz, który niszczy rywalizacje, ale też organizm tego, który go stosuje i któremu ten sam organizm wystawi kiedyś rachunek. I to w momencie gdy światła ostatecznie zgasną i aby dostać się na stadion, bilet trzeba będzie kupić samemu. Konsekrując doping właściwie zmuszamy do podobnego samowyniszczania tych wszystkich, których ambicją jest wygrywanie, a którzy nie chcieliby tego osiągać w ten sposób. Ale jest jeszcze druga strona, z właściwą sobie specyfiką, którą łatwo znosimy dla taniego moralizatorstwa i łatwego potępienia, które w czasach otwartego internetu, niepokojąco szybko zamienia się w niegodziwy hejt. Nie tylko bez możliwości obrony, lecz nawet bez możliwości szczerego przeproszenia winowajcy.

I tym wpisem pragnę właśnie przywrócić dopingowi człowieczeństwo, nadać mu ludzką twarz, która jest też postacią błędu, szeregu błędów, za które przecież sportowiec ponosi już konsekwencje, kosztujące go w zasadzie wszystko, bo dotychczasowe życie. Nie chcę więc dopingu usprawiedliwiać, ale skomplikować problem, bo nie jest on aż tak prosty, jak przywykliśmy o nim myśleć i na tej podstawie głośno oceniać oszusta. Jest winny, tego nikt nie znosi, ale mniej niż skłonni jesteśmy zarzucać. I ważne, by w ocenie brać to pod uwagę. Ten winowajca będzie miał swoją karę, i wraz z anatemą środowiska swoją długą banicje w której od początku zacznie się uczyć świata jakiego dotąd nie poznał. Źle, jeśli w tym trudnym momencie rzucamy jeszcze swój kamień, bo to nie jest surowe, tylko niegodziwe.

I właśnie dlatego ważne, by świat komplikować.

niedziela, 04 września 2016, marek_mroz
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Flag Counter