Blog > Komentarze do wpisu

Przycisk w windzie

Za każdym razem kiedy do windy wsiada inna osoba, wiem że naciśnie guzik przyspieszający zamykanie drzwi. Może być jeszcze dobrze przed ósmą, a jednak zawsze znajdzie się ktoś, kto wciśnie przycisk by ponaglić proces i szybciej znaleźć się w pracy, której się nie znosi.

Zresztą, te drzwi reagują dość sprawnie i zyskuje się sekundę, najwyżej dwie. Lecz oprócz mnie nie spotkałem nikogo w tym niewielkim biurowcu, kto nie przyciskałby guzika. Aż sam przed sobą urastam do roli wybawiającego świat i moment nieprzyciśnięcia przycisku ubieram w gest ostentacyjnej rewolty.

Głupie to, prawda? A jednak nic w tym zabawnego. Bo ten nieznaczny gest konotuje pewne znaczenie i coś się za nim kryje. Zwłaszcza że robimy to mechanicznie, bez zastanowienia, w bezwiednym impulsie, który wszedł nam w nawyk.

Na pewno przyspieszamy, to jasne. Może za niczym już nie nadążamy. Czas płynie szybko, od zawsze tak było, ale teraz płynie inaczej. Obudowaliśmy go, nadaliśmy mu znaczenie, sens i przede wszystkim funkcje. Chcemy, aby był określony, aby na coś się nadawał, słowem – aby nie był stracony. Bo teraz już nie możemy sobie na to pozwolić. Cały czas musimy coś robić, urzeczowiliśmy nawet chwile odpoczynku nadając jej funkcjonalność w rytmie tego co później ma być dla nas przydatne. Mówimy sobie: „zbieram siły” otwierając drogę do następnego biegu.

W ten sposób się od tego czasu uzależniliśmy. Złożyliśmy mu hołd i jesteśmy na jego usługach. W XIX wieku Karen Blixen w Pożegnaniu z Afryką opisała różnicę między traktowaniem czasu przez Afrykańczyków i Europejczyków. Kiedy wróciła z miasteczka po kilku godzinach, miejscowi czekali na nią spokojnie aż zdąży ich przyjąć. A dziś rano pisze mi smsa koleżanka, że znany dziennikarz zaczął w sklepie awanturę, bo staruszka weszła do kolejki przed niego i musiałby dłużej czekać!

Łatwo jest dziennikarza potępić, ale z nami nie jest przecież inaczej. Zdarzało mi się przepuścić kogoś w kolejce do lekarza, na chwile, z której zrobiło się dziesięć minut. Cóż to jest?! A ile złości mnie to kosztowało i ile złorzeczeń słyszałem od innych na daną osobę.

Takich przestrzeni jest więcej, otwieramy je na każdym kroku. I nie jest trudno odgadnąć przyczynę: zreifikowaliśmy czas jak wszystko wokół. Jego płynność podzieliliśmy na jednostki i wprzęgliśmy w strategie współczesnego rynku. To zresztą obraz naszej kultury, bo materializujemy wszystko i całą ekonomię wpisaliśmy w tryby społecznego pożycia. Więc ciągle się od nas czegoś oczekuje, musimy być przygotowani, sprężeni, gotowi na każde wezwanie. I ciągle się od nas wymaga nowego, nieustannie niepokojąc brakiem odpowiednich kompetencji w najróżniejszych zakresach. Powinniśmy być bowiem doskonali lub przynajmniej dążyć do tego różnorakimi ścieżkami.

I zgodnie z oczekiwaniami gonimy za tym wszystkim, choć coraz mniej wiemy po co. To znaczy ogólnie wiemy: mieć więcej pieniędzy to zbudować prestiż społeczny, mieć poczucie sprawczości i materialny byt - w szerszym domu, wygodniejszym i szybszym samochodzie czy bardziej funkcjonalnym smartfonie. To zapewnić też byt rodzinie, imponować sobie samemu i patrzeć na siebie zazdrosnym spojrzeniem najbliższego sąsiada i facebookowych znajomych.

Tylko że to nie wystarczy. Nie może. Za tymi wszystkimi wzgórzami kryje się jałowe pole, które marnie obrodzi. W gruncie rzeczy ciągle stoimy w miejscu i tak lub inaczej jakoś to odczuwamy. Dlatego zgodnie z instrukcjami coraz szybciej przyciskamy w windzie guzik, aby wjechać na górę i każdorazowo robimy to zbyt wolno, choć innym (nielicznym) się udaje.

Ale to nie nasza wina, wiadomo. A w każdym razie niepełna. Już od dawna wskazuje się na słabości systemu, zarówno pod kątem ekonomicznym (zwłaszcza po 2008 roku) jak również socjologicznym (znacznie wcześniej). Wiemy już, że chętnie zbieramy artefakty, które jednak nie dają nam spodziewanej satysfakcji, bo ekwiwalent zawsze pozostanie jedynie ekwiwalentem.

W tym sensie nasz świat, który zarówno budujemy jak i na łasce którego jesteśmy, degraduje nasze aspiracje, nasze twórcze siły, nasz witalizm. Przyjmujemy inne sposoby życia, godzimy się na maraton bez wytchnienia utrzymany w szybkim tempie i z rozmazanymi celami. Codziennie naciskamy przycisk w windzie kiedy jedziemy do pracy i kiedy z niej wychodzimy, potem spieszymy się na tramwaj lub pociąg, albo klniemy utkwiwszy w korku, bo czekając - czas jest dla nas stracony. Tylko dlaczego stracony? Co zyskalibyśmy gdybyśmy dotarli kwadrans później lub zgubili godzinę na ławce w parku?

A przecież podobnego „stracenia czasu” brakuje nam jak powietrza. W tej bezustannej pogoni przekładamy chwile dla siebie na inny termin, choć świetnie czujemy jak bardzo nam ich potrzeba. Lecz nie potrafimy nic zorganizować, zmienić rytmu i poświecić się sobie. Mówimy tylko, że odbijemy to wszystko na urlopie, lecz kiedy nadchodzą wakacje, oczekiwanie na tyle wzrasta, że nic nie jest w stanie mu sprostać. I w tym się z wolna gubimy, zatracamy, deprawujemy. A być może wolna chwila, rozpasane lenistwo i błogie nudy to coś, co nas lepiej konstytuuje niż codziennie wykonywana praca w której spędzamy długie godziny. I bez wyrzutów sumienia, że kiedy skończę ten tekst i rzucę się na kanapę aby obejrzeć hollywoodzką produkcję, w tym czasie mogłem zrobić coś dużo pożyteczniejszego. Bynajmniej, nie mogłem. Przede mną monumentalna cegła do końca której zostało mi z czterysta stron, ale trudno, o kulturowych teoriach literatury poczytam przy innej okazji :)



niedziela, 07 czerwca 2015, marek_mroz
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2015/06/07 20:39:05
Fajny blog . Zapraszam do mnie
-
2015/06/07 20:55:21
Wstępuję do klubu Nienaciskających Guzika Przyspieszającego Zamykanie Drzwi Windy. Pozdrawiam, Prezesie;)
-
2015/06/08 10:53:57
@hergon
W takim razie deklaracje członkowską wysyłam niezwłocznie pocztą, wraz z przekazem pocztowym do opłacenia składek. Od razu zaznaczam, że składki dla nowych członków liczone są za rok z góry o czym - teraz już nasza - instytucja zdecydowała na pierwszym, założycielskim spotkaniu. Na marginesie dodam, że decyzja zapadła przez aklamację głosem moim jako zwykłego, szeregowego członka a także moim głosem jako Pana Prezesa szacownej organizacji. Choć dla porządku dodam, że spór czy właśnie taka forma ma być za pierwszym razem był duży i gorączkowy, ale ostatecznie wygrał rozsądek. Cóż, wydatki wzrastają, zbliżają się wakacje a odpoczywać trzeba, jak wynika z tekstu założycielskiego :)
-
2015/06/10 17:59:59
ja niestety gonię, biegnę, im szybciej tym lepiej - myslę, że w moim przypadku to konieczność wewnętrzna (substytut) - więc latam "rodem z enterprise" - warp 7 i szybciej. Ale sa chwile, gdzie nagle musze się zatrzymać na 5 - 10 minut, posluchać spiewu ptaków, skupić się na detalu, ale na krótko, następnie "naciskam guzik w windzie ". - niestety ....
Pozdrawiam
-
2015/06/10 18:47:22
Aż chciałoby się powiedzieć: Ada, to nie wypada! :) Ale niestety... Wszyscy biegamy. Ja tu piszę "my" ale w gruncie rzeczy piszę o sobie, do siebie i dlatego takie a nie inne ostatnie zdanie, choć burzy trochę formę. Taki mamy "system" w który weszliśmy. Dziś na wszystko patrzymy poprzez pojęcie wydajności i nawet siebie sami tak formatujemy. Straszne. Umrzemy od tego szybciej; ale nie to jest najgorsze. Najgorsze jest to, że tak jednoznacznie klasyfikujemy dzisiaj lenistwo, kontemplacje, obijanie się, że nawet kiedy sami to robimy, to z wyrzutami sumienia, jakbyśmy popełniali przestępstwo. A przecież bliżej jesteśmy siebie (że użyję takiego niefortunnego dla mnie wyrażenia) kiedy właśnie nie biegniemy, kiedy zatrzymujemy się, nawet jak Ty - na chwilę. Co zrobić...:(

Dzięki wielkie za komentarz i w ogóle przeczytanie tych wypocin :D
-
2015/07/13 15:22:37
Z windami nie mam w ogóle do czynienia, więc i guzików żadnych nie przyciskam. ;)
Jeszcze kilka lat temu miałam przysłowiowy motorek w zadku, ale w końcu organizm się zbuntował. I już potrafię leżeć koło roboty. Pracować jeszcze trochę muszę, ale już potrafię mocno wyhamować.
Coraz częściej czytam o ludziach, którzy rzucili prace w korpo i przenieśli się na wieś, czy za granicę - właśnie po to, żeby zwolnić i nie zwariować. Bardzo popieram ten trend.
-
2015/07/14 12:36:41
@r.lisiecka
Tak, co jakiś czas słyszy się o odważnych, którzy zrezygnowali z większych dochodów, uznając, że to tylko ekwiwalent za zmarnowane życie i nie jest wart tego, co się przez to gubi. Ale bądźmy szczerzy, to promil przewijających się przez korporacje. I Choć podobnie popieram takie trendy, to mimo wszystko jestem pesymistyczny. Niestety :(
Flag Counter