Blog > Komentarze do wpisu

Pustynia i ideały

Panuje przekonanie, że Ukraina będzie wychodzić z kryzysu podobną drogą, którą my szliśmy przed równym ćwierćwieczem. I pewnie tak jest, skoro powtarzają to wszyscy, łącznie z samymi Ukraińcami. W tym kontekście słyszałem już nawet o potrzebie „ukraińskiego Balcerowicza”, a premier rzucił, że Majdan walczy, aby żyć jak Polacy. Miło to głaszcze nasze podniebienie, wreszcie możemy poczuć się doceni, a także – i powiedzmy to w końcu – wyżsi. Jesteśmy teraz jak ludzie Zachodu, którym interes się powiódł i wzrósł nasz społeczny status.

Tylko że to dość prosta i w niemałej mierze anachroniczna konstatacja, którą łatwo można odwrócić i na tej samej zasadzie powiedzieć coś przeciwnego. Bo Majdan to jednak społeczny zryw przeciwko prowadzeniu polityki i polityce naszych czasów. Mówi się dużo o korupcji wysokich urzędników, śmiejemy się z próżności lokalnych kacyków, których bezguście rezydencji rekompensowali sobie nieskończoną zachłannością (po co Janukowyczowi starodruki?!), i niewątpliwie korupcja jest jednym z najważniejszych tematów. Ale jeżeli się trochę oddalić, i spojrzeć na to z większego dystansu, to możemy stwierdzić, że tak lub inaczej, protest był efektem alienacji polityków od społeczeństwa i społecznej na to niezgody. I ta rewolucja rzeczywiście pomogła także w tym względzie.

A jeśli tak, to Ukraińska rewolucja jest rewolucją w równej mierze przeszłości (czyli idzie podobną drogą, np. powielając polskie schematy), co przyszłości. To znaczy takiej właśnie, która być może czeka nas również, tylko w dalekiej perspektywie, bo teraz ciągle nie jesteśmy na nią gotowi.

To bowiem co musiało najbardziej urzec oglądając twarze majdanowców, to wiara w ideały, o których my już zdążyliśmy zapomnieć, i które gdzieniegdzie powtarzamy jeszcze, ale pusto, bez tej żywości, bez tej determinacji, które nieodmiennie pojawiały się na twarzach Ukraińców. W ich oczach ujmowało przekonanie, że świat można naprawdę zmienić, bez poczucie nieuchronnego determinizmu, w który my zdążyliśmy wrosnąć, murszejąc i gnuśniejąc, aż sami staliśmy się dla siebie skostniali. Zamknięci w dogmatach i szantażowani wygodą, już nie wierzymy, że na rzeczywistość można wpływać, lecz tylko, że można się do niej dostosować.

Nie stać nas dzisiaj na wiele. Przypominamy drobny patyczek niesiony wartkim nurtem, bez ciężaru i woli. Określamy sobie minimalne cele, które nazywamy wzniosłymi, bo są po prostu jedynym naszym horyzontem. I wszystko czego oczekujemy, to ciepła woda w kranie. Nic więcej już nie potrafimy i nic więcej już nie robimy. Na tej bierności dojrzewa nam klasa polityczna, na którą wolimy nie patrzeć i której wolimy nie słuchać, bo od lat obserwując jej regres widzieliśmy jak skurczył się jej potencjał. Oddalamy się od niej zniechęceni, ale ten rosnący dystans nie sprzyja: tracimy kontrolę, bo coraz mniej się dowiadujemy, a to znów dlatego, że coraz mniej szukamy. Politycy próbuję więc nas przekonać kuriozalnym teatrem, ale robią też tak dlatego, że mniej poświęcamy im uwagi. I koło się zamyka, aż nadejdzie czas, że obudzimy się w świecie, w którym codziennie wstawali Ukraińcy, i być może starczy nam woli, aby wyjść na Majdan, lub bezruch spowoduje, że będziemy przypominać Białorusinów, których na to już w takiej liczbie nie stać.

Bo alienacja rośnie, i czujemy to wszyscy. Przyrośnięci do wygodnego fotela traktujemy dynamiczny świat, jakby był niezmienny. Wszystko czego oczekujemy, to aby pozostało To Samo, i pozwolono nam żyć apatycznym trwaniem przed telewizorem i z kapciami na nogach. Ale nasza postawa w końcu przywiedzie konsekwencje, ponieważ świat jest jednak zmienny i wszystko się rusza. Hodowana w cieplarnianych warunkach polityka bez nadzoru i z dziennikarzami wyspecjalizowanymi w sensacjach, wreszcie się zmutuje, i pewnego dnia obudzimy się w wyjałowionym świecie, z wyschniętą energią i śladową nadzieją na przyszłość.

Wtedy potrzeba nam będzie prawdziwej rewolucji, takiej jaką widzieliśmy w Kijowie. I nawet jeśli moja teza jest nieco naciągana, to w jasny sposób obrazuje postawy i określa różnice. A w te wątpić nie sposób. Bo kiedy patrzycie państwo na swoje życie, widzicie jak z wiekiem wyciekał z niego sens, kropla po kropli, aż pozostało go w nas niewiele. To znak braku idei, czynnika pobudzającego do życia i określającego perspektywy. Musieliśmy to niedawno konfrontować z Ukraińcami, którym one objawiły się z mocą, jakiej moglibyśmy zazdrościć. Skupieni na sobie samych, zatopieni w bieżących problemach i bez woli szerszego spojrzenia, straciliśmy wyczucie, i swoje własne znaczenie. Bezwolnie przyglądamy się jak wszystko wokół murszeje, ale ponieważ stać nas tylko na narzekanie, tym głębiej utwierdzamy się we własnej bierności.

Tymczasem świat, który nas otacza, ma swoje kolory i miejsca, niesie wiele nadziei i piękna. Ale już może nie dla nas, bo my żyjemy życiem mieszczucha. Straciliśmy w niego wiarę i wszystko czego oczekujemy, to utrzymanie status quo, jakby to rzeczywiście było możliwe. I jeśli nie lubimy oglądać polityków, to nie tylko dlatego, że będąc naszym odbiciem, przedstawiają nam nas samych, tylko dlatego, że kosztem ładnego wyglądu i zmyślnej retoryki, zrezygnowali z ideałów i przestali rysować przyszłość. Bo wówczas wszystko zamienia się w pustynię. Szarą i jałową, z którą przychodzi nam się zmagać.

Być może kiedyś jednak przeciwko temu powstaniemy. Zbudujemy nasz Majdan i wywalczymy sens oraz swoje własne znaczenie. Ale zapewne jeszcze nie teraz.

niedziela, 09 marca 2014, marek_mroz
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Flag Counter