Blog > Komentarze do wpisu

Majdan

Wolna UkrainaNa naszych oczach dokonała się rewolucja. Krwawa, z satrapą, który dla niskich pobudek wykorzystywał snajperów, aby zabijać ludzi. I ludzie rzeczywiście ginęli. Internet pełen jest teraz filmów, na których mówi ktoś do kamery, a potem leży martwy pod drzewem. Martwy prawdziwie, z krwią tryskającą, że nie da się jej zatamować szeroko przyłożoną dłonią i gdzie nie znajdzie się miejsce na hollywoodzkie zakończenie.

Ale pole walki to był tylko jeden z etapów tej rewolucji. Historia odda mu pamięć i wzniośle będzie stawiać pomniki. I choć życia nie przywróci, to określi następstwa. Wszystko to mogliśmy uważnie śledzić, krok po kroku, ze zmienną dynamiką i zwrotami akcji. A działo się wiele, w pewnym sensie - wszystko.

Z drugiej strony – wszystko to właśnie jeszcze trwa, ciągle bez kropki zamykającej ostatnie zdanie. Czwartkowe apogeum przemocy i długie, ciągnące się w nieskończoność negocjacje. Wreszcie przełom i nad ranem podpisanie porozumień, które szybko wymknęły się spod jakiejkolwiek kontroli. Dłużej je więc negocjowano, niż one rzeczywiście trwały, ale nie należy się temu dziwić, bo porządek rewolucji, podobnie jak porządek wojny, rządzi się swoimi prawami. A jednak był to przełom, który faktycznie zmniejszył liczbę ofiar i pozwolił obrońcom odzyskać inicjatywę.

Za tym szły właśnie następstwa, jak wybór nowego marszałka, jak uchwalanie ustaw czy całej konstytucji. I zwrot kolejny, gdy upadły monarcha próbuje się jeszcze podźwignąć i przywołując swój mandat oraz status na wschodzie straszy możliwą secesją, czyli wojną domową.

To wszystko mogliśmy na żywo oglądać, jak transmisję meczu. Studia telewizyjne z polowego szpitala, internet na żywo pokazujący dramatyczne zdjęcia i głos spikera w radio, który mnoży ofiary w bezustannej transmisji. Oddaleni granicą, kulturą i własnym życiem, które toczymy w wygodnej przestrzeni, mogliśmy śledzić prawdziwą rewolucję. Naprawdę prawdziwą, taką właśnie o jakich czytamy w podręcznikach historii albo oglądamy w polukrowanych filmach. I takiej właśnie, której nie sposób wyobrazić nam sobie naprawdę.

Oto sąsiedni kraj walczy o swoją przyszłość. A walcząc ją tworzy. Upór, ofiary, wreszcie zmęczona wolność. Mnóstwo tu podniosłości, ale dlatego, że znów mogliśmy zobaczyć, ile znaczą piękne idee, a także ile gotowi jesteśmy dla nich mimowolnie poświęcić. Przywykli do szarej codzienności, odnaleźliśmy w Ukraińcach tą żywą nić, która w nas samych wypłowiała. Życie, które toczymy z problemami właściwymi dla sytych, nagle się przewróciło i znów przypomniano nam, że życie znaczy więcej niż comiesięczna wypłata i zakupy w markecie. Wzruszenie musiało wziąć górę.

Ale nic nie trwa wiecznie, wiadomo. Też szliśmy tą drogą, więc trochę już wiemy, jakie brudy ich jeszcze czekają. Zresztą symptomy końca zaczęły pojawiać się jeszcze w sobotę wieczorem. Kliczko zdążył ze sceny przestrzec przed zemstą i samosądami, ale tuż po nim pojawiała się uwolniona Tymoszenko, która w przygotowanej mowie i z repertuarem niezbędnych gestów, uzasadniała pojecie mściwości.  Majdan – jak czytam – przyjął ją jednak chłodno.

niedziela, 23 lutego 2014, marek_mroz
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Flag Counter