Blog > Komentarze do wpisu

Bosch - Pingwiny

Lolita Bosch - PingwinyNiewielka powieść Lolity Bosch, pod zwykłym tytułem jakim są Pingwiny, jest bardzo niepozorna, i wydaje się dość jałowa, jakby niewiele w niej było. Ale pod tą wierzchnią warstwą, może nawet niezbyt pewnie nałożoną, wyłania się coś nie tylko innego, ale wręcz odwrotnego, co burzy przyjemny porządek i każe książkę przemyśleć.

Bo wszystko co w tej powieści jest budowane, rysując właściwą przestrzeń fabuły i naszej recepcji, jest zarazem określone tym, co przeciwne. W tym sensie świat jest tu uporządkowany, z właściwą sobie ontologią, związkiem przyczynowo skutkowym i zasadami działania. Tylko, że zarazem tego wszystkiego w tym nie ma. Ontologia rozpływa się w dziwnej niekonsekwencji, pewność podstaw się chwieje, a odbyte zdarzenia, są równie rzeczywiste, jakby ich nie było…

Bohaterem tej niewielkiej książki jest słowacki doktor Gladov-Klass, który jednak jest Węgrem, mieszkającym przez większość życia w Budapeszcie. Co więcej, jest sławnym lekarzem, ale zarazem doktorem formalnie staje się dawno po tym, jak przyjęto go tak nazywać, a sława jest za metodę, która choć skuteczna, to jednak nie skutkuje… I tak ze wszystkim, jakbyśmy czytali w Trans-Atlantyku rozmowę Witolda Gombrowicza z Cieciszem, który w jednym zdaniu radzi bohaterowi aby poszedł gdzieś, ale też, aby tam lepiej nie szedł…

Tylko, że autorka zgrabnie tą dziwną fabułę ujmuje. Wszystko jest tu zrobione tak jak należy. Jest historia, są okoliczności, akcja się dzieje, komplikuje, wyjaśnia. Do tego relacyjny ton, mówiony jakbyśmy czytali biografię lub oglądali dokument, sprzyja czytelności i niemal całość wyjaśnia. Lecz gdy przyjrzymy się bliżej, to jednak zgrabna struktura się chwieje. I to chwieje świadomie, bo zdarzenia się dzieją, ale jakby nie działy. Gladov-Klass jest sławny, ponieważ opracowuje niezawodną metodę leczenia ślepoty. Przez wiele lat testuje ją na córce znanego okulisty, która jest niewidoma. Kuracja skutkuje i mamy niepodważalny fakt. Na tyle oczywisty, że nie podlegający dyskusji. A jednak: to jedyny przypadek jego cudownej terapii. Sam już jej nie stosuje, a metody leczenia powielane przez innych nie skutkują w ten sposób. Działa więc czy nie działa? Jaki jest status faktu i gdzie ma swój punkt ciężkości? Oczywiście, pozostaje pacjentka nazwana tu piękną Moniką. Tyle, że ona ucieka od świata, który się przybliżył. I tak mamy na każdym kroku.

Na tylnej okładce wydawca (PIW) pisze nam, że fikcja miesza się tu z rzeczywistością, tworząc swoistą mozaikę. Bo przedstawia nam się w dokumentalnym tonie zmyślonego lekarza Gladov-Klassa, obok prawdziwej Heleny Keller i jej fundacji dla niewidomych. Tylko, że nie na tym polega istota dzieła. Punkt Archimedesa pozostaje gdzie indziej. Lolita Bosch prowadzi tu z czytelnikiem swoistą grę, gdzie świat pewnych faktów, jest zarazem światem zbędnym, gdzie nie ma dalszego ciągu, ani konsekwencji. Piękna Monika po wyleczeniu ślepoty nie jest ciekawa świata, który może poznać lepiej. Zamyka się w swoim domu, zanika. Odzyskała więc wzrok? Nic to dla dziejów nie znaczy. Cała powieść jest utkana właśnie z takich kamyczków. Wszystko co jest tu pewne, wcale takie nie jest. Powtarzam słowo konsekwencje, odmieniane przez wszystkie przypadki, ale za każdym razem negatywnie. Bo samo słowo w tym osobliwym mikrokosmosie stworzonym przez Bosch traci rację bytu. Odkryta metoda nie ma swojego znaczenia, skoro nie da się jej powtórzyć. Przywrócenie wzroku nie prowadzi do niczego po za indywidualnym przypadkiem. I tak w kółko, z całym rojem przykładów, o które się wciąż potykamy. Nawet książka, którą przed tajemniczym samobójstwem publikuje doktor, nie jest książką medyczną, ale o tytułowych pingwinach, których zmienność i adaptowalność (wedle słów powieści, stąd nie jestem pewien czy po za nią również), posłużyły tajemniczej metodzie. Choć już nie wiemy, w jakim zakresie dokładnie.

Co więc nam z tego zostaje, gdy szybko musimy odrzucić, to wszystko, co ledwie zdążyliśmy przyjąć? Oczywiście książka. Ona wiarygodności nie tarci, ani konstytucji. Jest inna, zgoda, ale jednak pełna. Z właściwą sobie fabułą, która jest realna. Ostatecznie zamknięty w pudełku biedny kot Schrödingera określa superpozycję. A na ich podstawie piszę na klawiaturze, a Państwo to czytacie. Podobnie jest z powieścią, nawet kiedy wektory buduje inaczej i mniej tradycyjnie wikła strukturę fabuły, coś w tym wszystkim znosząc, pozostaje powieścią, i to autentyczną.

Ale wbrew temu wszystkiemu co piszę, jest tutaj jednak ciąg dalszy. Bo to sprzężenie się fikcji z realizmem, gdy konsekwencje przywołują obraz słabo ukorzenionych roślin (ledwie pojawiających się, by zaraz obumrzeć), powoduje, iż mamy konkluzje egzystencjalną. Przenika z tej treści, wydobywając się na zewnętrz, wiotkość i jałowość życia, słabość napięcia i bezsens następstwa. Kiedy już znaczenie pozbawia się jego istoty w takim wymiarze, jaki przyjęliśmy określać, wyłania się niespodziewanie żółte morze pustyni, nie tyle mówiące o trudności życia, ile – znosząc właśnie ten porządek – o jego miałkości i braku szlachetności. Inaczej, mocniej: barku wyjątkowości. W pewnym sensie o ludziach mówi się tu jak o zwierzętach, dokumentalny ton służy może nie rysowaniu fabuły, ile właśnie określeniu człowieka w wyższym porządku, wszystko jedno: kosmosu czy życia, wraz z następstwami takiej degradacji. Dlatego też może w tytule pingwiny, znane z tego, że żyją w słabo nadających się do życia warunkach, niekiedy - z niewiadomych przyczyn - porzucając swoją społeczność i udając się w marsz ku własnej zagładzie. Samotnej i pojedynczej. Bez fanfar i żalu, ale bardzo zwyczajnie, czyli naturalnie. W powieści Liloty Bosch mamy właśnie w swoisty sposób przedstawiony ten zagadkowy marsz, który nic sobą nie znaczy, podobnie jak nic nie znaczy samo pytanie o niego.

Oto więc konsekwencje tej naprawdę ciekawej powieści, choć – jak przystało na wszystko co w niej jest – zupełnie niepozornej w treści. Zachęcam do niej, bo przeczytać warto.



niedziela, 19 sierpnia 2012, marek_mroz
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Flag Counter